poniedziałek, 23 maja 2016

chłopak z więzienia cz.2

Było to kilkanaście dni przed moimi 18 urodzinami. Nagle dostałam telefon - z więzienia, odebrałam a w nim usłyszałam głos Dawida, tak tego, który miał mnie za kurwę... Powiedział mi,że dostał warunkowe zwolnienie i za kilka dni opuści więzienie. Nie przejęłam się tym, lecz w sercu się cieszyłam, dlaczego ? Bo nadal go bardzo kochałam... Odkochać się od osoby która była dla Ciebie oparciem, której bezwarunkowo ufałeś i byłeś w stanie zrobić wszystko - dosłownie WSZYSTKO  jest bardzo ciężko i ciężko jest o nim zapomnieć. Do dzisiaj pamiętam wszystkie wspólne spędzone chwile, wszystkie nasze wzloty i upadki. Ale wtedy postanowiłam być twarda i nie przejęłam się tym zbytnio.

Odbywając praktykę w Salonie Fryzjerskim pewnego dnia zauważyłam go przed drzwiami, stał i już miał zamiar wejść gdy nagle ja wybiegłam i wypchnęłam go z Salonu - nie chciałam z nim rozmawiać przy wszystkich.

On zachowywał się tak jakby nic się nie stało - chciał mnie przytulić,pocałować lecz ja się odsunęłam, chciałam dać mu tym do zrozumienia,że mnie stracił...



Zapytał mnie o której kończę pracę, odpowiedziałam, że o 15:00, spytał się mnie czy dam mu szansę z nim porozmawiać, zgodziłam się, czemu ? Bo mi jeszcze na nim zależało, i chciałam go wysłuchać.

Umówiliśmy się nieopodal sklepu na daną godzinę. Skończyłam pracę szybciej, więc poszłam do mojego przyjaciela Marka do pracy, który nieopodal mojego Salonu pracował...

Powiedziałam mu o wszystkim, on powiedział, że jest to moja decyzja i co by się nie działo będzie ze mną... Oczywiście, podjechaliśmy pod sklep o tej godzinie, czekaliśmy parenaście minut - jednak On się nie pojawił.. Znowu mnie zawiódł, okłamał...



Pojechaliśmy do wynajmowanego mieszkania w którym wspólnie z Markiem mieszkaliśmy, musieliśmy kilka dni wcześniej opuścić to mieszkanie socjalne, ponieważ będąc z Dawidem zrobiło się ogromne zadłużenie za prąd, który później nam odcięli. Bez prądu nie da się żyć, on był wtedy tam bardzo potrzebny, to była jedyna rzecz dzięki której dało się normalnie funkcjonować w mieszkaniu. Na kąpiel musieliśmy grzać wodę w czajniku elektrycznym, a jeżeli chcieliśmy ugotować jakąkolwiek potrawę - mieliśmy butle gazową z palnikiem. No ale cóż musieliśmy się wyprowadzić, cieszyłam się wtedy,że mimo wszystko Marek zabrał mnie ze sobą- choć nie musiał, bo mógł mnie tam zostawić.. Bo co go interesuje to ? On mi wtedy już dużo pomógł, ale mimo to mnie nie zostawił, za co będę mu wdzięczna do końca swojego życia.



A więc wróciliśmy do domu, zjedliśmy obiad, pogadaliśmy, widział,że jest mi z tym źle,że on mnie wystawił, próbował jakoś mnie pocieszyć lecz ja w sobie czułam ogromny ból, aż nagle spojrzałam na telefon - dzwonił numer prywatny, zwykle nie odbieram takich połączeń ale w tamtym dniu to zrobiłam. Był to Dawid... Od razu zrobił mi awanturę o to,że mnie nie było tam,że on czekał.. Powiedziałam mu, że byłam, że czekałam na niego , ale on mi nie uwierzył - powiedział, że kłamię... Nie kłamałam, zapytał się mnie czy się spotkamy pod wieczór, a ja znowu się zgodziłam bez zastanowienia.

Bałam się z nim spotkać, z jednej strony był to strach a z drugiej ciekawość co on ma mi do powiedzenia. Poprosiłam Marka by ze mną poszedł do parku - bo tam się umówiliśmy, oczywiście mi nie odmówił.

Wzięliśmy ze sobą psa, jego już mieliśmy jak byłam z Dawidem, w sumie to Dawida pies, bo to on się z nim wychowywał i to on dbał o niego od szczeniaka...

Wchodząc do parku zobaczyłam go, siedział na ławce i coś robił w telefonie, podchodząc z Markiem do niego najpierw przywitał się ze mną, później z Markiem, Jego traktował jak brata, nawet mówił tak do niego. Poczułam od niego alkohol, już był wcięty... Po takim czasie rozłąki nawet nie przyniósł mi głupiego kwiatka, a wiedział,że bardzo je uwielbiam. Mając pieniądze wolał się napić, mógł nawet ukraść,zerwać lub cokolwiek zrobić... Taki mały gest a dla mnie dużo to znaczy...



Usiedliśmy na ławce, Marek odszedł od nas - chciał byśmy sobie sami o tym rozmawiali... Lecz wtedy rozmawiając z nim nie czułam tego co kiedyś, czułam się dziwnie, tak jakbym rozmawiała z obcym człowiekiem.


 Opowiadał tylko o sobie, nie zapytał się mnie o nic, o szkołę,praktykę, o zdrowie... Gdy mu chciałam przerwać wściekał się, nie dał mi dojść do słowa... Po dłuższym słuchaniu o tym co się dzieje w kryminale i w ogóle, zawołał Marka - mi kazał odejść. Zgodziłam się owszem,dlaczego nie? Wiedziałam kim był Marek dla nim, kim był dla nas, więc odeszłam dalej by sobie mogli spokojnie porozmawiać. O czym rozmawiali ? Tego nie wiem i nigdy o to się nie dopytywałam - to była ich sprawa.



Zawołał mnie Dawid, oznajmił wtedy, że nie ma gdzie się podziać, nie ma co ze sobą zrobić, do rodziców nie pójdzie bo był z nimi skłócony, kolejny raz mu pomogłam, bo zrobiło mi się go szkoda, zapomniałam zupełnie o tym, jak mnie potraktował będąc tam, jak nie chciał wysłuchać mnie tylko mówił o sobie. Postanowiłam mu dać klucze od mieszkania socjalnego i powiedziałam jak to wszystko tam wygląda, że jest syf, że nie ma prądu. Przyjął te klucze i odszedł, na pożegnanie mnie przytulił, poczułam znowu to uczucie, to bicie jego serca, wszystko mi nagle wróciło, pragnęłam z powrotem być z nim, lecz ukrywałam to przed nim - udawałam twardą - żeby zrozumiał, że mnie stracił i tak łatwo mnie nie odzyska.. Poszedł do domu, podobno jak mi powiedział,swoje rzeczy zostawił u sąsiadów, lecz wtedy znowu mnie okłamał, wyszło dopiero po czasie,że wszystko co miał ( TV - który wcześniej mu Marek zawoził, ciuchy, rzeczy osobiste zostawił chłopakom w kiciu ).
Ja wróciłam wtedy z Markiem do domu, widział po mnie,że jest coś nie tak, próbował ze mną porozmawiać lecz ja wtedy nie miałam o tym ochoty mówić, wolałam dusić to w sobie, położyłam się do łóżka i myślałam o Dawidzie...




Budząc się rano, spoglądnęłam na telefon - miałam ponad 30 połączeń z numeru prywatnego - oczywiście domyśliłam się odrazu,że to on dzwonił. Po chwili następne połączenie - odebrałam, a w słuchawce usłyszałam jego wściekły głos, krzyczał na mnie, wyzywał mnie od szmat, suk, że dałam mu takie mieszkanie w którym nic nie ma... No jak on tak mógł ? Dałam mu dach nad głową,żeby nie musiał spać na ulicy, dałam mu tyle ile mogłam ale on tego nie docenił... Poprosiłam go o wyprowadzenie się z tamtąd i oddanie mi kluczy, zrobił to dopiero po 2 dniach, a w tym czasie twierdził,że jest w Legnicy, bo kuratorka go tam wywiozła a telefon zostawił w domu i nie miał mnie jak poinformować i że on musi wracać do Głogowa pieszo... No jasne, skoro zostawił telefon to jak do mnie dzwonił? Słyszałam w słuchawce głos jego kolegów, jak krzyczeli by kończył już rozmowę... Znowu mnie okłamał....

Spotkałam się z nim, zabrałam klucze, chciał ze mną porozmawiać lecz ja go nie chciałam już słuchać skoro co drugie słowo kłamał.


Zadzwonił wieczorem chciał by Marek mu załatwił towar, jaki? Domyślcie się.

Ćpał, pił, rozrabiał to było jego życie - ja będąc z nim to akceptowałam, sama nie byłam lepsza, również brałam, co do alkoholu nie byłam tak za tym, wolałam się naćpać niż napić. Ćpanie już zaczęło się wcześniej - to z moimi kolegami w 1 klasie gimnazjum pamiętam jak to zrobiłam, poczułam wtedy się inaczej, tak jakoś wszystkie problemy zniknęły i mi się to spodobało... O tym też Wam napisze ale nie w tym poście.

Codziennie dostawałam kilkadziesiąt telefonów od niego, gdy odmawiałam mu wyzywał mnie - groził,że mnie zabije...Jegogroźby powoli się spełniały, zaczął śledzić mnie, a gdy już zobaczył mnie na mieście podchodził i nie chciał się ode mnie odczepić, szarpał mnie i wyzywał. Nie raz miałam ochotę wołać o pomoc obcych ludzi na ulicy,lecz tego nie zrobiłam... Nie wiem sama dlaczego...

Pamiętam jak zadzwonił i chciał bym mu oddała wszystkie jego rzeczy, mieliśmy wtedy jeszcze kota, którego wspólnie adoptowaliśmy no i psa. Powiedziałam mu,że nie ma problemu oddam mu wszystkie jego rzeczy,ale pytając co z kotem i psem, powiedział mi,że kota zabiera.. A co z psem ? Przecież ten pies był tak bardzo za nim, przecież to on jak mi to opowiadał opiekował się nim od szczeniaczka... Oznajmił,że psa nie chce a jeżeli mu go przyniosę to go wypuści na ulicę... Co za człowiek, jak można niewinne bezbronne zwierze wyrzucić ? Postanowiłam że jak tak bardzo chce tego kota to go dostanie... Kota bardzo kochałam, do dzisiaj uwielbiam koty, one mają coś w sobie,że mnie do nich ciągnie.

Spotkaliśmy się, oddałam mu rzeczy, siedliśmy na przystanku pamiętam jak kota długo trzymałam w rękach - płacząc bardzo za nim, ale nie dałam rady jednocześnie zajmować się psem i kotem, bo nie mieliśmy w wynajmowanym mieszkaniu na to warunków. Zabrał go, pamiętam jak patrzył na mnie bo wiedział ile te zwierze dla mnie znaczy, myślał, że mnie w ten sposób odzyska, że weźmie mnie na litość, obiecał mi, że kiedy tylko będę chciała to będę mogła go zobaczyć- niestety okazało się później, że wypuścił go na pastwę losu, wtedy trzymałam i widziałam go po raz ostatni.

Jedyne moje z nim zdjęcie :( 





Człowiek, który nie kocha zwierząt, który traktuje je jak zabawki, które po chwili się nudzą, jest dla mnie zerem, śmieciem, bo tak samo postępuje z ludźmi. Wiem to bo nie raz się przekonałam niekoniecznie na jego przykładzie. Zawsze broniłam i będę bronić zwierzęta, ponieważ dla mnie są one bezbronne.

Nie mogłam wtedy już nic zrobić, szukałam kota bezskutecznie - do dzisiaj nie wiem nawet czy żyje....



Pewnego dnia wstając rano do szkoły po godzinie 7:00 dostałam najpierw telefon z ZGM-u z informacją taką,że zalewam piwnicę w lokalu socjalnym. Pomyślałam sobie,że co proszę ? Nie wierzyłam w to, Marek odrazu ubrał się i pojechał samochodem do domu... Wchodząc tam powiedział mi że jest pełno wody,że rurki miedziane od grzejników,od pieca gazowego są porozcinane, i ktoś odkręcił wodę - było to włamanie... Siedząc na pierwszej lekcji w szkole postanowiłam że opuszczę ten dzień , wytłumaczyłam wychowawczyni co się stało i że muszę zgłosić to na Policję, oczywiście mnie wypuściła. Poszłam na policje, opowiedziałam co się stało, zabrali mnie do radiowozu i pojechaliśmy do tego domu, weszłam pierwsza, Marek zakręcił zawór od wody, ogarnął ją trochę ale Policja odrazu stwierdziła,że nie moge tak tego zostawić i muszą wszcząć postępowanie... Pytali się mnie o wszystko, o to kto miał klucze, kto wiedział o tym,że mieszkanie stoi puste.. Klucze miał Marek, ja i moja mama ... Policja doszła do tego,że ktoś włamał się przez uchylone okno w kuchni, a to że było to na parterze to zbytnio się nie namęczył.

Spisali protokół, posprawdzałam czy czegoś brakuje , ale jedynie tylko tych rurek... Wiedzieli,że byłam z Dawidem, ale jego bym nigdy nie podejrzewała o to.

A jednak - TO BYŁ ON !!!!!


 Jak sie dowiedziałam ? Po wszystkim wróciłam do szkoły i funkcjonariusze mięli do mnie numer telefonu, mięli mnie informować o tym jak będą coś wiedzieć w tej sprawie, oczywiście też musięli poinformować mamę, ale ta o niczym nie wiedziała, ponieważ tam nie przychodziła.

Dostałam telefon kilka godzin później, gdy siedziałam na wf-ie w szkole, powiedzieli mi, że znaleźli sprawcę, ale chcą abym przyszła i rozpoznała czy to są te rurki z mojego mieszkania, bez wahania zabrałam plecak i wybiegłam na komisariat. Wchodząc tam policjanci odrazu pokazali mi rurki, to były te z naszego mieszkania. Dlaczego je pamiętam ? Ponieważ jak malowaliśmy mieszkanie wszystkie je upaćkałam farbą o różnych kolorach, wiem bo sama przy nich malowałam.... Zapytałam kto był sprawcą odpowiedzieli, że Dawid....

Nie mogłam w to uwierzyć, uważałam,że kłamią,ale gdy pokazali mi zeznania, i jego podpis pod nimi przyznając się do tego wszystkiego - zamarłam.. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, nie potrafiłam wypowiedzieć żadnego słowa... Wypuścili mnie oddając mi te rurki, i oznajmiając, że będą w tej sprawie się jeszcze ze mną kontaktować..



Jak pech to kurwa pech - dwa tygodnie później kolejne włamanie, tym razem bez zalania,lecz wszystko to co tam się znajdowało było rozrzucone do góry nogami, zadzwoniłam po Policję, nie spieszyło im się by przyjechać, wchodząc tam byli tak samo przerażeni jak i ja... Znikło mi wiele najpotrzebniejszych rzeczy, butla z gazem, grzejniki elektryczne i wiele wiele innych rzeczy. Znaleźli odcisk buta i palców na parapecie, zrobili analize i potwierdziło się znowu to w co nie wierzyłam - był to Dawid...



Ta sprawa ciągła się długo, doszło do rozprawy w sądzie na które on został dowieziony już z aresztu, nie wsadzili go tam tylko za to,wsadzili go również za to,że okradł 2 lombardy oraz pobił chłopaczka do nieprzytomności... Stojąc w sądzie i czekając na rozprawie zobaczyłam jak dwóch funkcjonariuszy prowadzi go w kajdankach, miałam ochotę napluć mu w twarz, i powiedzieć co o nim myślę, jednak powstrzymałam się. Nie chciałam tego zrobić na oczach Policji, bo nie daj Boże miałabym kolejne problemy a ich już miałam dużo na głowie. Zeznałam w tej sprawie tyle co wiedziałam, to co wam wyżej opisałam, gdy była jego kolej on się do wszystkiego przyznał bez żadnych wyrzutów sumienia i jeszcze powiedział,że zrobił to z miłości...


 Taaa jasne... Z miłości się włamał, okradł mieszkanie, w którym kiedyś wspólnie razem mieszkaliśmy ? W którym razem planowaliśmy swoją przyszłość, w którym się kochaliśmy,kłóciliśmy....


 Znienawidziłam go, mam go za szmaciarza, któremu nigdy, nigdy przenigdy już nie wybaczę. A w tym czasie dowiedziałam się również,że będąc w domu dziecka w izolatce - zdradził mnie z jakąś obcą dziewczyną i ma z nią dziecko - sam się do tego przyznał bez żadnych wyrzutów sumienia. Lecz życzę mu jak najlepiej !

Kochałam go bardzo mocno, dałam mu dach nad głową gdy nie miał co ze sobą zrobić a on zrobił mi coś takiego...

Podsumowując, ja nigdy więcej nie zwiąże się z takim chłopakiem. Nie chcę się narazie związać z kimkolwiek, za bardzo mnie to boli, nie zaufałabym tej osobie, boję się,że mnie skrzywdzi, że wykorzysta moją sytuację, to że nie mam rodziców i wsparcia od rodziny, to że znowu mnie okradnie,oszuka,zrani,zdradzi... 



3 komentarze:

  1. Świetny styl pisania i ciekawie bohaterowie. W wolnej chwili polecam zajrzeć tutaj: https://www.fryzomania.pl/category/kerastase Może znajdziesz coś dla siebie, naprawdę dobre kosmetyki do włosów.

    OdpowiedzUsuń