piątek, 20 maja 2016

czyli jak zaczęło się to wszystko zmieniać...

Moje życie już później nie było takie kolorowe. Mama zaczęła poświęcać mu więcej czasu, rozumiałam to bo byli zakochani w sobie a gdy postanowili, że się pobiorą cieszyłam się mimo tego co mi zrobił.. Cieszyłam się, że znowu mogę mieć prawdziwą kochającą się rodzinę i jeszcze dodatkowo siostrę.

Wzięli ślub cywilny, później odbyła się mała uroczystość u nich w domu. Z jego córką miałam dobry kontakt, mieliśmy wspólny pokój , wszystkim się dzieliłyśmy.. Cieszyłam się,że mam siostrę, zawsze chciałam mieć rodzeństwo.

Po ślubie zamieszkaliśmy u niego w mieszkaniu jego matki wszyscy razem.. Miałam wtedy zwierzątko - świnkę morską, tak możecie się śmiać, ale jako dziecko byłam do niej bardzo przywiązana, to jeszcze był prezent od babci... Gdy nie mogłam jej zabrać z naszego domu do ich mieszania strasznie cierpiałam, ale mimo to chodziłam tam do domu ( bo mieszkanie wtedy stało puste ) po szkole i siedziałam z nią tam, kochałam ją bardzo. Pamiętam, że w któryś dzień nie mogłam do niej pójść, już dokładnie nie pamiętam co to było, nie chce wymyślać.. To był jeden jedyny dzień... 

Poszłam jeszcze na następny dzień tam, weszłam do domu a tu cisza, a ona zawsze piszczała jak ktoś wchodził, weszłam do kuchni spojrzałam na podłoge i zobaczyłam ją leżącą na boku, jeszcze chwilke oddychała - jednak umarła.. Czemu ? Nie wiem, Mama twierdziła, że ze starości - ja że z tęsknoty.. Nie mogłam jej tam zabrać z tego względu że już u nich mieszkaniu był pies i chomik.. więc musiała zostać tam,  Zadzwoniłam do mamy powiedziałam co się stało - powiedziała mi żebym wzięła jakieś plastikowe pudełko i ją wyrzuciła do kosza.. Pomyślałam no jak do kosza ??? Przecież to stworzenie, zwierzątko... Żyło ze mną 6 lat... ja nie mogłabym tak zrobić.. To pamiętam jak do pudełeczka włożyłam jej jedzenie, wodę, świeżą ściółkę i poszłam ją zakopać... Długo ją trzymałam, płakałam starsznie,..
Zakopałam ją na podwórku... Wróciłam tam do domu, z płaczem, z histerią i z ogromną nienawiścią do nich za to,że nie mogłam jej tam zabrać, może by dalej żyła ? 


Nikt z nich się nie przejął, ani mną ani tym jak się czuje.. Udawali jakby nic się nie stało... Ja ich znienawidziłam ... 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz